Niezawodny (Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej, Gdynia) – zapowiedź koncertu

Przez 2 lata, do momentu pierwszego spotkania z kierownikiem muzycznym koncertu Mateuszem Otczykiem, nosiłem się z zamiarem zmierzenia się z utworami wielkich mistrzów polskiej estrady. Każdy z nich do historii rodzimej piosenki wniósł coś innego, niepowtarzalnego. Czesław Niemen skalą głosu, a także buntem i rockowym zacięciem dał początek polskiej alternatywie i do dziś wielu czołowych wokalistów wzoruje się na jego stylu. Andrzej Zaucha to mistrz frazy muzycznej, z kolei Zbigniewa Wodeckiego kojarzymy z elegancją i wyczuciem na wzór amerykańskiej fali swingu. Przepracowaliśmy ich twórczość przez siebie. Każdy z utworów, które usłyszycie, będzie nie tylko wspomnieniem artystów, ale też próbą odnalezienia się w nich na nowo. Któż nie zna Płonącej stodoły, Rzuć to wszystko co złe albo Byłaś serca biciem? Te i wiele innych utkaliśmy w opowieść o… miłości. Bo jakżeby inaczej? Powstało wiele piosenek, spektakli, wierszy, książek, recitali na jej temat. My spróbujemy prawdziwie, alternatywnie, czasem na przekór i odważnie.

Opis pochodzi ze strony internetowej Teatru.


Jak opowiedzieć o miłości „prawdziwie, alternatywnie, czasem na przekór i odważnie” za pomocą tak znanych utworów?

Kuba Badurka: Myślę, że przedstawienie tematu miłości w sztuce na przestrzeni lat bardzo się zuniwersalizowało. Często widzimy ckliwe sceny w filmach, piosenki o miłości są podawane w bardzo prostym i przejrzystym tekście – nie mówiąc już o święcie 14 lutego, które nijak się ma do prawdziwego dojrzałego uczucia i w żaden sposób go nie definiuje. Ja mam jednak poczucie, że miłość nie jest tylko piękna i nie jest tylko brzydka. Staraliśmy się po prostu znaleźć zdrowy i rozsądny środek między prawdą czasu a prawdą ekranu. Obok pięknych słów, wyznań i deklaracji w miłości pojawiają się też rany, straty, rozstania czy powroty. Traktując temat całościowo, musieliśmy przyjrzeć się po prostu wszystkiemu. Na marginesie tylko dodam, że miłość w szerokim tego słowa znaczeniu to uczucie łączące nie tylko małżeństwo, ale także rodzeństwo, syna i ojca, córkę i matkę itd. Dzięki temu też mam nadzieję, że tematyka naszego koncertu jest – czy stanie się – uniwersalna.

Idąc dalej: alternatywnie – bo chcemy inaczej niż w ckliwych i romantycznych filmach. Odważnie – bo poniekąd ta nazwijmy to „muzyczna opowieść” w koncercie to wiele wątków z moich własnych przeżyć. Czasem na przekór – bo wiem, że widzowi czasem łatwiej jest słuchać o pięknych, a nie trudnych historiach; tak jesteśmy jako ludzie skonstruowani.

Do tej pory powstawały spektakle i inne projekty muzyczne poświęcone raczej jednemu artyście. Skąd wziął się zatem pomysł, żeby tutaj wybrać aż trzy (w dodatku tak różne) osobowości polskiej sceny muzycznej? I jak połączyć ich twórczość w jedną spójną opowieść?

Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie jestem fanem pana Zauchy, Wodeckiego czy Niemena – i to jest jeden z głównych powodów. Kolejna rzecz: wczytując się w śpiewane przez nich teksty, uznaliśmy razem z Mateuszem Otczykiem (aranżerem i kierownikiem muzycznym koncertu), że jako artyści, jako my stojący na scenie mamy w nich coś do opowiedzenia. Wybierając utwory, nie mieliśmy wątpliwości – początkowo nawet było ich wręcz za dużo, więc z części musieliśmy zrezygnować, bo zamieszczenie tych wszystkich hitów w jednym koncercie nie byłoby po prostu możliwe. A naszym sposobem na połączenie tych piosenek było to, że ułożyliśmy z nich właściwie swoją własną historię, którą opowiadamy zarówno śpiewając, jak i trochę w przerywnikach pomiędzy utworami dopowiadając, o czym rzeczywiście są dla nas konkretne numery.

Czesław Niemen, Andrzej Zaucha, Zbigniew Wodecki – który z tych artystów jest Ci najbliższy?

Absolutnie nie mam jakiejś kategorii, który jest mi najbliższy, a który najdalszy. Starałem się nie podchodzić tak do tematu. Prawdą jest też, że wykonywali tak różną muzykę, mieli tak różne barwy, śpiewali czasem również tak skrajne rzeczy, że wydawało mi się po prostu szaleństwem połączenie tych trzech nazwisk jakąś metodą – ale jakby to powiedział William Szekspir: w tym szaleństwie jest metoda.

Czym jest dla Ciebie Niezawodny?

Najogólniej mówiąc: sam ten projekt jest dla mnie absolutnie wielką przygodą, taką dobrą życiową przygodą. Mam okazję rozwinąć się w takiej przestrzeni, w sztuce, w której jeszcze nie miałem okazji być – mówię tutaj typowo o recitalu, o koncercie, w którym jestem jedyną osobą śpiewającą na scenie. Obok mnie oczywiście sześciu wspaniałych muzyków, ale jest to dla mnie naprawdę ogromne wyzwanie i tak to traktuję. Mówiąc jeszcze bardziej szczegółowo: ten projekt jest też dla mnie rozliczeniem z wieloma sytuacjami, które wydarzały się w moim życiu. Łatwymi, trudnymi – różnymi, bardzo różnymi. Uznałem jednak, że jest to dobra przestrzeń na to, żeby po pierwsze opowiedzieć o tym widzom, ale też – z innej perspektywy – samemu sobie. Bo przetaczając przez siebie po raz kolejny pewne historie ze swojego życia, opowiadając je ludziom, widzimy je już po czasie z pewnego dystansu, co daje nam też inną refleksję na dany temat.

Co Tobie osobiście dała praca nad tym projektem?

Trochę już o tym opowiedziałem przy okazji poprzedniego pytania – więc po pierwsze ogromny rozwój i szansę na spróbowanie swoich sił w materiale, z którym zawsze chciałem się zmierzyć. Po drugie dała możliwość do bycia w nazwijmy to produkcji – chociaż to duże słowo – takiego minispektaklu, minikoncertu; organizowania i myślenia o wszystkim, co się wokół tego dzieje (jak choćby o materiałach promocyjnych). Można powiedzieć, że byłem takim trochę koordynatorem tego projektu i mam nadzieję, że finalnie to wszystko się tak uda i zespoli, że będzie w porządku.

Jak mogłoby brzmieć przesłanie (od) Niezawodnego?

O, tych przesłań byłoby sporo – usłyszycie je jeszcze w trakcie koncertu, bo wiele jest takich przemyśleń, które mam wrażenie można właśnie traktować jako przesłania, tak się to udało opowiedzieć. Ale dla mnie chyba takim najważniejszym jest to, że życie w nadziei na coś, na kogoś, na jakąś sytuację może okazać się najpiękniejszym czasem w naszym życiu. I to wydaje mi się bardzo uniwersalne, bo nadzieja jest tą rzeczą, która umiera ostatnia i o tym przekonałem się bardzo dobitnie w swoim życiu.


Niezawodny

Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej w Gdyni

Premiera: 13 września 2025 r.

Wokal: Kuba Badurka

Zespół muzyczny: Mateusz Otczyk (gitary), Michał Lasota (perkusja), Julia Przybysz (bas), Piotr Szlempo (trąbka), Jakub Klemensiewicz (saksofon), Paweł Witulski (klawisze)

Reżyseria światła: Stefan Markiewicz

Reżyseria dźwięku: Bartosz Kalwasiński

Aranżacje i kierownictwo muzyczne: Mateusz Otczyk

Fot. Przemysław Burda – Rzemieślnik Światła


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *