Normalna polska rodzina – Ich czworo (Teatr im. Juliusza Osterwy, Lublin)

Ich czworo to jedna z najpopularniejszych sztuk autorstwa Gabrieli Zapolskiej. Wielokrotnie wznawiana od 1907 roku, przedstawia historię trójkąta miłosnego, w który zostaje zamieszana również czwarta osoba. Zapolska w swoim dramacie chciała ukazać obłudę i fałszywą moralność ludzi pochodzących z ówczesnej klasy mieszczańskiej.

Bohaterów poznajemy w wieczór wigilijny, a ich pozorny spokój okazuje się jedynie chwilowy, bowiem Żona szybko ujawnia swoją władczą i konfliktową naturę. Tłem sporu – ciągnącego się niewątpliwie już od dłuższego czasu – staje się różne pochodzenie społeczne małżonków. Mężczyzna to przedstawiciel inteligenckiej rodziny, podczas gdy matka kobiety jest właścicielką pralni i to właśnie ona namówiła córkę do zawarcia tego małżeństwa. Chciała w ten sposób podnieść ich status społeczny, jednak Żona nie potrafi przystosować się intelektualnie do Męża. Nie pozwalają jej na to przekorny charakter oraz pogarda, jaką darzy rodzinę swojego małżonka, co powoduje jedynie stopniowe narastanie konfliktu. Niestety główną kartą przetargową w rodzinnych przepychankach staje się dziecko, które mimo młodego wieku wie i rozumie więcej niż powinno.



Żona zdecydowanie lepiej odnajduje się w towarzystwie kochanka, czyli Fedyckiego. On dużo bardziej odpowiada jej osobowością, mentalnością i sposobem bycia. A jednak kochankowie doskonale zdają sobie sprawę, że ich relacja może funkcjonować jedynie jako przelotny romans. Poważny związek tych dwojga zupełnie by się nie sprawdził – i Żona, i Fedycki są do siebie zbyt podobni. Nie bez powodu Mąż obawia się, że skończą razem tragicznie.

Sztuka napisana przez Zapolską ma również podtytuł: Tragedia ludzi głupich w trzech aktach. Bo autorka, oprócz wytykania fałszu i zakłamania, tępi przede wszystkim głupotę. Świadczą o tym choćby wzmianki w didaskaliach sztuki: Żona to głupota uosobiona, Mąż jest głupi życiowo i uczuciowo, a Fedycki – głupkowaty. Z kolei Wdowa – nieprzytomnie zakochana w Fedyckim – to typ dobrej, wyzyskiwanej głupoty. W jej przypadku aż trudno uwierzyć, że ktoś naprawdę może być aż tak naiwny i pozbawiony rozsądku. Oczywiście zarówno Zapolska, jak i Magdalena Sztejman celowo kreują w ten sposób bohaterkę, co nie zmienia faktu, że bezmyślność Wdowy potrafiła przyprawić mnie o ból głowy.



Panna Mania jest jedyną bohaterką, która wyłamuje się z tego grona „ludzi głupich”. Chociaż wywodzi się z podobnego środowiska co Żona, to jednak życie zdążyło już czegoś ją nauczyć. Z własnego doświadczenia wie, że przygoda z Fedyckim nie skończy się dla Żony dobrze. Posiada spryt i mądrość życiową, dzięki czemu będzie próbowała rozegrać sytuację na swoją korzyść. Zadanie ułatwi jej Mąż, który jest życiową łamagą – przyjmując pomoc Panny Mani, wpada w sidła kolejnej kobiety.

Dobór aktorów do poszczególnych ról w ogóle mnie nie zaskoczył. Niemal wszyscy sprawili się bez zarzutu: litość z lekką nutką sympatii wzbudzają Mąż (Krzysztof Olchawa) oraz Wdowa (Magdalena Sztejman). Żona (Marta Ledwoń) i Fedycki (Wojciech Rusin) czasem bawią, czasem drażnią swoim lekkomyślnym zachowaniem. Również Panna Mania (Jowita Stępniak) wykreowana jest w przykładny sposób. A jednak nie potrafiłam pozbyć się wrażenia, że te wszystkie role wydają mi się znajome, że już je kiedyś widziałam – tylko w różnych spektaklach. Inna sprawa, że większość tytułów w Teatrze Osterwy oglądałam po kilka razy – siłą rzeczy ta powtarzalność musiała się kiedyś pojawić.



Nie potrafię natomiast zrozumieć, dlaczego Lila (Magdalena Zabel) z cichego, grzecznego, cierpiącego dziecka zmieniła się w rozpuszczoną i złośliwą nastolatkę. To nie jest Lila, której potrafię współczuć – bo przecież to właśnie ona, jako ta „czwarta” wydaje się najbardziej poszkodowaną bohaterką w dramacie Zapolskiej. Na pewno zdążyła wpłynąć na nią sytuacja rodzinna, konflikt między rodzicami, który nieustannie obserwuje. Niewykluczone, że miało to stanowić dla widza pewnego rodzaju wyzwanie: w końcu łatwiej obdarzyć sympatią potulną i milczącą dziewczynkę niż przekorną dziewczynę przedrzeźniającą wszystkich wokół. No cóż, nawet jeżeli właśnie taki był zamysł, to ja go niestety nie kupuję. Ewentualnie nie zdaję egzaminu z empatii.

Spójność przedstawianej historii zwykłych ludzi zaburzyło mi pojawienie się Mandragory (Daniel Salman), będącej uosobieniem duszy ludzkiej. Wygłasza monolog mający jasne i klarowne przesłanie, jednak sam sposób wyrażenia owej treści jest zbyt zawiły i chaotyczny. Zamysł Zapolskiej, chociaż czytelny, okazał się zupełnie nietrafiony. Myślę, że spokojnie można było zrezygnować z postaci Mandragory, bez żadnej szkody dla fabuły spektaklu.



Scenografia prezentuje się klasycznie: mamy tutaj bowiem mieszczański salon w domu Męża i Żony oraz wynajmowany od Wdowy, kawalerski pokój Fedyckiego. Również kostiumy zostały zaprojektowane dość tradycyjnie. Bez wątpienia Ich czworo w reżyserii Pawła Aignera to realizacja wierna oryginałowi. Jedynym nadprogramowym elementem jest piosenka śpiewana przez cały zespół aktorski, wpisująca się jednak w klimat sztuki.

Wydaje się, że to powinien być niekwestionowany sukces sceniczny. A jednak na mnie te utarczki nie zrobiły większego wrażenia. Jest głośno, akcja rozgrywa się dynamicznie, ale niewiele z tego wynika. Słabo wybrzmiewa zakrzyczana tragedia, na pierwszy plan zdecydowanie wybija się farsa. Gdybym miała podsumować to przedstawienie jedynym zdaniem, to stwierdziłabym, że jest to bardzo poprawna realizacja, ale nic więcej. Mimo że uwielbiam spektakle wystawiane w sposób klasyczny, bez różnych wstawek i udziwnień, to jednak w tym przypadku czegoś mi zabrakło. Głębszego zaangażowania? Emocji? Kumulujących się myśli?

Mogło być bardzo dobrze, wyszło dostatecznie. Ot, życie.



Ich czworo (Teatr im. Juliusza Osterwy, Lublin)

Premiera: 3 stycznia 2020 r.

Reżyseria: Paweł Aigner

Scenografia: Magdalena Gajewska

Kostiumy: Zofia de Ines

Muzyka: Piotr Klimek

Obsada: Krzysztof Olchawa, Marta Ledwoń, Magdalena Zabel, Wojciech Rusin, Magdalena Sztejman, Jowita Stępniak, Teresa Filarska, Tomasz Bielawiec, Daniel Salman

Zwiastun

Fot. Natalia Kabanow (teatrosterwy.pl)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *